W minioną sobotę w Łodzi rozegrano mecz o Superpuchar Polski. Na trybunach Atlas Areny meldujemy się w licznym gronie około 1000 osób.

Do Łodzi udajemy się dwoma autokarami, większość kibiców wybiera bowiem własny transport. Na trybunach meldujemy się długo przed pierwszym gwizdkiem i głośnym śpiewem zaznaczamy swoją obecność.

fot. Facebook Industria Kielce

Na zajmowanym przez nas sektorze wywieszamy trzy (oficjalne) flagi: „Królowa Polski”, „Szacunek na zawsze Boguś” oraz „1965”. Doping prowadzimy w akompaniamencie dwóch bębnów. Dysponujemy również solidnym nagłośnieniem, co bez wątpienia ułatwia komunikację gniazdowych z resztą grupy.

fot. Facebook Iskra Kielce

Tego dnia „konkurencja” również nie śpi. Sympatycy płockiej Wisły w kilkaset osób zasiadają na trybunach i tworzą niebieską ścianę.

Hymn, DJ i imprezowy klimat

Przed meczem odśpiewany został hymn Polski. I tutaj na chwilę się zatrzymajmy. Moim zdaniem – co podkreślam – ta podniosła chwila mogła być i powinna być najbardziej spektakularnym momentem widowiska. Tylko pomyślmy – na hali są dwie zorganizowane grupy kibicowskie. Przez całe spotkanie – co naturalne – wzajemnie się przekrzykujące. Jest tylko jeden element układanki, który łączy fanów odwiecznych rywali i sprawia, że mogą zaśpiewać coś wspólnie. Ten element, jakże piękny i istotny, to Mazurek Dąbrowskiego. W mojej opinii odśpiewanie hymnu narodowego ZAWSZE powinno odbywać się a cappella. To robi niesamowity efekt, czego najlepszym przykładem jest słynne nagranie z meczu siatkówki w katowickim Spodku. W sobotę w Łodzi zabrakło wyobraźni. Hymn puszczony z podkładem muzycznym zniszczył efekt.

W mojej ocenie Superpuchar Polski to wydarzenie, którego organizacja odbiega od kibicowskich standardów. Widać duży nacisk na dj-ski charakter „imprezy”. Za jedną z bramek osoby odpowiedzialne za oprawę muzyczną starają się zrobić show. Dobrze, że się starają, ale piłka ręczna to jednak nie jest siatkówka. Mamy dwie grupy kibicowskie, obie mają swoich gniazdowych, zatem o hałas na hali naprawdę ma kto zadbać.

Wszyscy pojechali do Łodzi, ale czy wszyscy na wyjazd?

W warunkach piłki ręcznej – niestety – definicja terminu „wyjazd” nie jest oczywista. Zapytajmy wprost – czy w sobotni wieczór wykorzystaliśmy w pełni swój potencjał na trybunach? Czy liczba kibiców odzwierciedliła jakość? Otóż nie. Wielu ludzi wybrało się na ten mecz po to, żeby go po prostu obejrzeć. Mało tego, wielu ludzi oglądało ten mecz… na siedząco. W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że wydarzenia typu Superpuchar czy finał Pucharu Polski to nie są standardowe wyjazdy. Spotkać można tutaj naprawdę sporo przypadkowych osób. Jest jeszcze jeden problem – napoje wyskokowe. Nie wszyscy potrafią zachować umiar w drodze na mecz…

Wracamy na tarczy

Nasz doping podczas meczu wyraźnie zróżnicowany. Były dobre momenty, były i znacznie gorsze. Wszystko standardowo zależne od sytuacji na boisku. Końcówka meczu w wykonaniu zawodników Iskry uciszyła żółtą część trybun. Przegrywamy z Płockiem 24:27 i to nasi odwieczni rywale zdobywają Superpuchar Polski. Cóż można powiedzieć. Grunt, aby na koniec sezonu trofea były po właściwej stronie.

Ave Iskra!

P.S. Na kilka minut przed końcem pojedynku do niebezpiecznie wyglądającej sytuacji doszło na sektorze naszych rywali. Jak się okazało zasłabł jeden z kibiców Wisły Płock. Mecz został przerwany na kilka minut, a hala w ciszy oczekiwała na rozwój wydarzeń. Według późniejszych informacji fan Nafciarzy, na szczęście, wrócił do domu cały i zdrowy.

Poprzedni tekst

Jak spisali się Ultrasi? - podsumowanie opraw w sezonie 2024/25

Następny tekst

To jest najnowszy wpis

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!

Podziel się swoją opinią i skomentuj ten wpis