Egzotyczny rywal nie zelektryzował kieleckich kibiców. Iskra rozpoczęła nowy sezon Ligi Mistrzów we własnej hali, ale przy frekwencji pozostawiającej wiele do życzenia.

Środa, godzina 18:45. Pierwszy domowy mecz w sezonie 2026/2027. Liga Mistrzów. Wydawać by się mogło, że spełnione zostały wszystkie przesłanki, aby Hala Legionów wypełniła się po brzegi. Niestety, nie tym razem. Szwajcarski rywal w Champions League to egzotyka z punktu widzenia kibica w Polsce. HC Kriens-Luzern jest ekipą kompletnie nieznaną, bez sukcesów w rozgrywkach międzynarodowych, a największą ich gwiazdą jest zasiadający na ławce trenerskiej Andy Schmid. Jednak czy dla nas powinno mieć to jakiekolwiek znaczenie? Wszak, jesteśmy przecież z Iskry, z Iskrą i dla Iskry.

Wchodząc na mecz na około pół godziny przed jego rozpoczęciem ujrzałem, ku mojemu zdziwieniu, świecące pustkami trybuny. Tak, do pierwszego gwizdka było jeszcze trochę czasu, ale czuć było, że ten mecz Ligi Mistrzów nie będzie jak każdy inny. Im bliżej spotkania, tym trybuny nieco się zapełniały, ale ostatecznie frekwencja nie powaliła na kolana. Wolnych krzesełek było naprawdę sporo, szczególnie vis-a-vis sektora E, a i brak rozstawionej trybuny za jedną z bramek dawał do myślenia. Na szczęście frekwencja dopisała na „Młynie”. Co prawda podczas starć z wyżej notowanymi rywalami przeciśnięcie się przez schody graniczy z cudem, a w środę nie było z tym problemu, to i tak można mówić o przyzwoitej liczbie.

Przed meczem głos zabiera legenda naszego klubu – Karol Bielecki, który obejmuje funkcję prezesa zarządu. Kola, życzymy powodzenia i pamiętaj, że możesz na nas liczyć!


fot. Bartek Szczyciński Fotografia / Katarzyna Kołat Fotografia

Wywieszamy cztery flagi: „Iskra Kielce”, „Królowa Polski”, „Iskra Kielce (narodowa)” i „Klub Sportowy 1965 Iskra Kielce”. Doping prowadzi dwóch gniazdowych, a wszystko odbywa się w akompaniamencie dwóch bębnów. Tuż przed rozpoczęciem spotkania intonujemy przyśpiewkę „Mistrzem Polski jest Iskra”. Wygląda na to, że ludzie byli spragnieni tej kozackiej nuty, bo wyszło naprawdę dobrze. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie… spiker. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego nasz śpiew jest zagłuszany podkładem muzycznym. W każdym razie przez cały mecz prowadzimy doping na optymalnym poziomie, aczkolwiek z gorszymi momentami. W drugiej połowie, podczas przerwy w grze, zarzucamy „Kielce” na dwie strony. Efekt nie był oszałamiający, ale przyzwoity.


fot. Bartek Szczyciński Fotografia / Katarzyna Kołat Fotografia

Sam mecz miał dość nieoczekiwany przebieg. Chyba mało kto spodziewał się tak wyrównanej walki i tak wymęczonego zwycięstwa. W nowym formacie Ligi Mistrzów jest mniejszy margines błędu i najważniejsze, że 2 punkty zostają w Kielcach. W drużynie było widać jeszcze brak zrozumienia i automatyzmu, co zapewne spowodowane jest dużą liczbą nowych zawodników.

Poprzedni tekst

Łódź niezdobyta - relacja z trybun

Następny tekst

To jest najnowszy wpis

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!

Podziel się swoją opinią i skomentuj ten wpis