Przeczytałem w życiu kilkanaście biografii, głównie sportowych. Większość z nich była ciekawa, przyjemna, pozytywne opinie można by mnożyć. Czułem do nich jednak pewien dystans, gdyż nie dotyczyły dyscypliny, z którą jestem od paru ładnych lat najbardziej związany. Zawsze moja uwaga wzrastała, gdy widziałem fragment dotyczący czegoś bardziej mi znanego. I tak na przykład, czytając Tysona, usiadłem wygodniej w fotelu, gdy opowiadał o walce z Andrzejem Gołotą, lub gdy przy książce Łukasza Kadziewicza autor wspominał o kontaktach z piłkarzami ręcznymi na olimpiadzie w Pekinie. I tak po kilku latach czytania o „nie moich” dyscyplinach, na rynku ukazała się książka Grzegorza Tkaczyka „Niedokończona Gra”. Pierwsza myśl? W końcu! W końcu polski szczypiornista zdradzi kulisy swojej kariery. I to szczypiornista, który w piłce ręcznej zdobył bardzo wiele, żeby nie powiedzieć prawie wszystko.

Książka jest w miękkiej oprawie, ładnie wydana, obejmuje prawie 300 stron. Przed rozpoczęciem czytania myślałem, że to dużo, zresztą nie chciałem tej książki „pożerać” na raz, tylko spędzić z nią parę dni. Po fakcie muszę przyznać, że czyta się ją bardzo szybko. I nie dziwię się już ludziom, którzy pisali, że przeczytali ją jednym tchem.

Początek książki to klasyka gatunku, czyli trochę o młodości i początkach swojej przygody ze szczypiorniakiem. Jednak Młody nie przeciąga tego okresu, nie zanudza szczegółowymi opisami swoich pierwszych handball’owych kroków. Dla mnie to spory plus, nie lubię czytać zbyt wielu stron o młodych latach bohaterów, no chyba, że były bardzo barwne. Grzegorz Tkaczyk szybko przechodzi do dania głównego, jakim jest historia kadry reprezentacji Polski pod wodzą Bogdana Wenty.

Polski kibic piłki ręcznej w końcu może przeczytać o kulisach powstawania tej drużyny. I wydaje mi się, że po lekturze książki, większość jeszcze bardziej docenia sukcesy Orłów Wenty. Nadal nurtuje mnie jednak pytanie jak to się stało? Młody opisuje wielkie bagno, w którym znajdowała się wtedy ta kadra. Na każdej płaszczyźnie. Skąd wtedy wzięli się zawodnicy takiej klasy, jak udało się w jednym momencie wychować tylu graczy europejskiego formatu? Fenomenalne zjawisko, czyta się z wielkim sentymentem.

Jednak kadra to nie wszystko, co znajdziecie w tej książce. Nie brakuje także tematów piłki klubowej. Kariera w Bundeslidze, powrót do Polski. Kieleckich fanów na pewno mocno zaciekawią fragmenty dotyczące ostatnich lat kariery Młodego i wielkich triumfów z naszym klubem. Mnie czytało się świetnie, jednak kibic z Płocka nie koniecznie mógłby być zachwycony… 🙂

Puenta książki jest jednak zaskakująca, ale bardzo logiczna. Grzegorz Tkaczyk przez wiele stron opowiada o karierze piłkarza ręcznego, by na końcu stwierdzić, że piłka ręczna nie jest jednak najważniejsza. Ale za dużo też nie chce napisać, musicie przekonać się sami.

Po skończeniu książki miałem takie odczucie, że Młody musiał się bardzo hamować podczas pisania. Że gdyby wszystko chciał opisać szczegółowo, to wyszedłby jakiś kolos o rozmiarze sześciuset stron. Albo i więcej. Po przeczytaniu na pewno czuję niedosyt. Ten pozytywny, który pragnie więcej. Ta książka to przekrój całej kariery Tkaczyka. Przy latach zjedzonych na piłce ręcznej na pewno było sztuką napisanie jej w taki sposób, by wspomnieć o wszystkim co ważne, ale też nie przesadzić objętościowo. Jestem przekonany, że Młody ma jeszcze setki anegdot, którymi warto się podzielić.

Jeszcze słowo o języku. Książka nie jest tak wulgarna jak przykładowo biografia Janusza Wójcika, ale też nie jest cukierkowa. Tkaczyk opisuje trudne lata piłki ręcznej w Polsce, więc gdy potrzeba napisać coś mocniej, nie hamuje się z wulgaryzmami. I dobrze, brzmi to autentycznie, taki jest przecież świat sportu.

Dla kogo jest ta książka? Najbardziej dla fanów piłki ręcznej, a już szczególnie dla kibiców z Kielc, gdyż kariera Grześka nieodłącznie jest związana z naszym klubem. Ale również dla każdego fana sportu. Co prawda może się czuć podobnie jak ja przy okazji czytania o boksie czy siatkówce, jednak historia jest na tyle ciekawa, że powinna zadowolić każdego. Jednym słowem? Polecam! I proszę autora o więcej.

PS. Przypominam o konkursie! Kliknij tu -> KONKURS!

Poprzedni tekst

Eskapada rundy jesiennej - relacja z wyjazdu do Puław

Następny tekst

Dziewiątka - relacja z wyjazdu do Kwidzyna

wystawiono 3 komentarze

  1. 11 marca 2018 | 20:45 —

    Ksiazka jest dobra ale dla mnie zbyt malo szczegółów. Liczę na to, że to właśnie to jest nie dokończona gra.

    • mifot
      11 marca 2018 | 21:19 —

      Mi też czegoś zabrakło, czułem niedosyt po przeczytaniu książki. U mnie raczej nie chodziło o szczegóły, ale po prostu są rzeczy o których fajnie by było więcej przeczytać. Może to jest pozostawienie pozostałym Orłom Wenty materiału do ich książek.

  2. 11 marca 2018 | 21:52 —

    Dobry pomysł, może Kola czy Kasa rozwinie kilka myśli…

Podziel się swoją opinią i skomentuj ten wpis